Słuchać czy słyszeć?

Dlaczego w ogóle pytamy?
Żeby poznać odpowiedź, czy, żeby zapewnić siebie, że mimo tego, że dużo nie wynieśliśmy z wypowiedzi drugiej osoby, zrobiliśmy dobrze pytając tą drugą osobę?
W takim razie dlaczego w ogóle pytamy? Dlatego, żeby druga osoba tego nie zauważyła.

"Jestem dobrym słuchaczem". "Jeżeli potrzebujesz się wygadać, mogę posłuchać". - Ile razy widząc zasmuconą osobę mózg podpowiada nam, żeby tak zareagować?
Nawet zadając jedno z tych pytań przeważnie nie jesteśmy pewni, jaki cel chcemy osiągnąć. Czy naprawdę interesuje nas, co ta osoba przeżywa i chcemy, żeby wiedziała, że ma w kimś oparcie? Czy może jesteśmy po prostu ciekawi, a "przykro mi", które wypadnie z naszych ust będzie brzmiało obco i niesmacznie.
Osobiście staram się zawsze osiągnąć to pierwsze, szczególnie jeżeli relacja bliskości z tą drugą osobą nie jest zdefiniowana. No bo jakie przeważnie ma się relacje z panią z osiedlowego sklepu, kolegą z pracy, dalekim krewnym? Ja bym to określiła jako "bliżej nieokreślone" - widzisz tą osobę często, rozmawiasz z nią na przeróżne tematy, chwalisz się jej, narzekasz przy niej, ale czy jesteś upoważniony/a do żalenia się jej? Czy taki przejaw wzajemnego zaufania i cichej nadziei, że ta osoba zaakceptuje schodek, który właśnie wasza relacja pokonała zostanie dobrze przez nią odebrany i zaakceptowany?
Jeśli interakcja nie zda egzaminu, wtedy zgrabnie powracacie do tematu warzyw, pogody i pracy, nie próbując już nigdy więcej przekroczyć cienkiej granicy pomiędzy wami.
Jeśli jednak druga osoba zwierzy się nam w odpowiedzi na nasze wyznanie - gratulacje, właśnie zostaliście połączeni magicznym węzłem zaufania.
Od teraz pilnujcie się, żeby codzienny pęd życia nie zasłonił zasmuconej twarzy drugiej osoby, jej grymasu lub płaczu, wtedy bowiem druga osoba może poczuć się urażona i zacząć kwestionować szczerość waszej zażyłości.
Dlatego tak ważne jest, żeby słuchać, a nie tylko słyszeć. Słyszeć może każdy - przez okno, przez ścianę, na drugim końcu korytarza. Nie sztuką jest słyszeć, bo przecież większość z nas może się pochwalić dobrze funkcjonującymi narządami usznymi, które odbierają konkretną ilość bodźców bez naszej ingerencji.
Jednak słuchać potrafi niewielu. Słuchać to wrzucić w kąt nasze uprzedzenia, rzeczy, które się usłyszało wcześniej i otworzyć się na drugą osobę. Postawić się na jej miejscu i w jak najbardziej neutralny sposób (bez oceniania, zbyt personalnych komentarzy) szczerze poradzić, jak na miejscu tej osoby byśmy się zachowali. Nic prostszego. To nie jest fizyka kwantowa, chemia molekularna czy wypisywanie listy plusów i minusów - to najzwyklejsza na świecie empatia.
Słuchaliście o niej kiedyś, czy tylko słyszeliście?

Komentarze

  1. Dobre, mocne i takie prawdziwe. Warto czasami się zatrzymać, przystopować choć na chwilę i zastanowić się się nad tym jacy jesteśmy dla innych i co możemy tym innym dać od siebie. Czasami wystarczy usłyszeć żeby późnej moc wysłuchać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się pod tym nogami i rękami. :)

      Usuń
  2. Dobrze że są ludzie którzy kiedy widzą upadek innej osoby potrafią podać rękę nie brzydząc się tego zachowania szkoda tylko że zazwyczaj są za to krytykowani i wyśmiewani ale to Oni cisi, niewidzialni na pierwszy rzut oka bohaterowie zdolni są do wielkich poświęceń.
    Podoba mi się twój kierunek myślenia :).
    Pozdr Adis.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Drogi gościu - zostawiając swoją opinię zachowaj szacunek dla innych.