Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2016

A ja nie lubię Walentynek.

Chociaż nie jestem samotną kobietą w podeszłym wieku, pod której balkonem nieustannie całuje się inna para nastolatków (ja nie wiem skąd mi się to bierze). Jakoś zawsze ciągnęło mnie do buntu. Kiedy moi znajomi słuchali dubstepu, to ja rocka. Potem jak przeszli na rock, to ja uciekłam do popu. Jak koleżanki nosiły obcasy i spódniczki, to ja kupowałam glany. Potem, kiedy militarne buty nosili już wszyscy - kupiłam buty na obcasie. (do tematu, Kama, do tematu) 14 dzień lutego jest jednym z moich ulubionych dni na bunt. Ja wiem, że ludzie, którzy w "Święto Miłości" okazują sobie miłość na oczach wszystkich znajomych na Facebooku prawdopodobnie kochają się też nawzajem w inne dni roku, ale jakoś tak... Nie wiem no, razi mnie. Dlatego w tym roku Walentynki spędziłam urządzając babci imprezę urodzinową. Sprzątanie, gotowanie, pieczenie, spędzanie czasu z rodziną bardzo skutecznie odwracają uwagę od całej tej, powiem ładnie, farsy walentynkowej. Szczerze? Dla mnie bardziej roma...

Słuchać czy słyszeć?

Dlaczego w ogóle pytamy? Żeby poznać odpowiedź, czy, żeby zapewnić siebie, że mimo tego, że dużo nie wynieśliśmy z wypowiedzi drugiej osoby, zrobiliśmy dobrze pytając tą drugą osobę? W takim razie dlaczego w ogóle pytamy? Dlatego, żeby druga osoba tego nie zauważyła. "Jestem dobrym słuchaczem". "Jeżeli potrzebujesz się wygadać, mogę posłuchać". - Ile razy widząc zasmuconą osobę mózg podpowiada nam, żeby tak zareagować? Nawet zadając jedno z tych pytań przeważnie nie jesteśmy pewni, jaki cel chcemy osiągnąć. Czy naprawdę interesuje nas, co ta osoba przeżywa i chcemy, żeby wiedziała, że ma w kimś oparcie? Czy może jesteśmy po prostu ciekawi, a "przykro mi", które wypadnie z naszych ust będzie brzmiało obco i niesmacznie. Osobiście staram się zawsze osiągnąć to pierwsze, szczególnie jeżeli relacja bliskości z tą drugą osobą nie jest zdefiniowana. No bo jakie przeważnie ma się relacje z panią z osiedlowego sklepu, kolegą z pracy, dalekim krewnym? Ja bym ...

Zrobić "coś".

Nie wiem, czy jest to tylko moja przypadłość, czy wszyscy ludzie wraz z rozpoczęciem nowego roku mają ochotę coś zmienić. W mojej szafce są co najmniej 3 pamiętniki, 2 zeszyty z teksami piosenek i wierszami (są rzeczy ważne i ważniejsze, powiedzmy sobie od razu). Po zalogowaniu się w serwisie odkrywam, że na jednym z trzech blogów, na które nie zaglądałam od prawie 3 lat, w folderze wersje robocze 18-letnia ja zostawiła po sobie swojego rodzaju "list" do starszej mnie. Mnie, która wróci w miejsce, gdzie czuje się całkowicie wolna. Mnie, która będzie szukała czegoś, czego jej brakuje. Zmiany, motywacji. Specjalnie i świadomie zaczynam kolejny raz od samego początku, w drugim miesiącu roku, na przekór noworocznym postanowieniom i smutnym 31 kartkom wypełnionym w każdym z moich pamiętników. Dość narzekania, że czegoś mi brakuje, nie czuję się spełniona. Czas faktycznie to zrobić, a nie mówić i myśleć o tym na okrągło. "Tęsknię za pisaniem" - od teraz fraza zakazan...